poniedziałek, 4 maja 2015

Kop prosto w dupę

Właśnie go otrzymałam. Od samej siebie. Spojrzałam na swoje "piękne" odbicie na tłuszczyk, który tak słodziutko wyglądał znad spodni, na niemal ciężarny brzuszek, urocze dorodne udka i zachciało mi się rzygać.
A teraz mądralo, co byś powiedziała osobie, która ma schudnąć 10 kilo?
Może głodóweczka? Pierwsze pięć zleci za dwa tygodnie, fantastycznie, prawda? A w kolejne dwa wróci siedem, jeszcze fajniej!
No, to posłuchaj Zagubiona, miałaś zostać nauczycielką, pamiętasz? Ty uwielbiasz uczyć, doradzać, tłumaczyć!
No i co? No choćby to, że chyba wiesz, że musisz podjąć POWAŻNE działania.
Chcesz uczyć innych? Zacznij od siebie!
5 posiłków dziennie (i nie podskubuj jak obłąkana wszystkiego co widzisz). Ćwiczenia absolutnie codziennie, oprócz pierwszego dnia miesiączki. Tak, to jedyna sytuacja, kiedy możesz sobie odpuścić. Ale tylko w sprawie ruchowej, nie żywieniowej.
Do końca sierpnia, mam zamiar ważyć 55 kilo. Powiem więcej: zrobię to. Na zdrowej diecie, bo to jedyne rozwiązanie. Nie znaczy to, że mam zamiar zupełnie przestać żyć, o na pewno nie! Będę chodzić na imprezy, gdzie będę mogła wypić drinka, ale nie będę tam żreć. Jest taka zasada: sam alkohol nie tuczy, tuczy to, co się zje kiedy się pije.
I tylko tyle.
Taki jest zrodzony w chaosie, banalny w brzmieniu, drakoński w wykonaniu plan.

Po raz kolejny wracam

Chociaż bardzo chciałabym się uwolnić od tego świata, nie jestem w stanie tego zrobić. Tutaj najwyraźniej jest moje miejsce, którego tak naprawdę nie chcę opuszczać, chociaż usiłuję to zrobić od ponad dwóch lat. W świecie ED jestem jednak znacznie dłużej. Nie sądzę, żebyście kojarzyły mnie z jakiegokolwiek bloga, ponieważ pojawiałam się i znikałam dwa razy, zawsze na krótko i usuwałam wszystkie moje wspomnienia. Jednak śledziłam Wasze losy, mniej lub bardziej dokładnie przez cały czas.

Stoję tam gdzie zwykle, czyli w wielkim dole, z wagą 65, 5 kg (aaaaa) aną i mią za plecami, zastanawiając się jaki to wszystko ma sens.

Napisałam dziś maturę z polskiego, na poziomie podstawowym i chyba poszło mi nieźle. Paradoksalnie, rozszerzenie jest łatwiejsze, ale to dopiero przede mną.

W moim chorym umyśle powstał plan diety. Do 1000 kcal, czyli standardowo. Tak, jeść co najmniej trzy posiłki dziennie, pić dużo wody i od czasu do czasu ruszyć leniwe dupsko. W międzyczasie czekać na cud i ogarnąć swoje życie. Hahaha!
Po tym, kiedy poległo się tysiące razy zwrot "teraz się uda" nie ma już żadnej mocy. Szczerze mówiąc, przestałam liczyć na cokolwiek. Musiałby naprawdę zdarzyć się cud, żeby tym razem się udało. Oczywiście, moje nastawienie jest karygodne, wiem o tym, jednak nie potrafię go zmienić. Przykro mi.

Może z czasem... ale też nie liczyłabym na to.

Jedyne w co wierzę, to to, że od dziś będę mogła chociaż opisywać, to pasmo porażek.